Spłycona codzienność  – Gaiman i Jung

O tym, że codzienność jest nadzwyczajna, a normalne może być niesamowite.

Wystarczy nie lekceważyć znaczeń. Neil Gaiman w swoim, krótkim opowiadaniu „Przygoda” w trafny i plastyczny sposób przedstawia, jak wygląda „spłycanie” znaczenia w naszym życiu.

Autor zaczyna opowiadanie od słów: „W mojej rodzinie „przygoda” zazwyczaj oznacza (…) jakiekolwiek odejście od rutyny. Tylko matka używa tego słowa w znaczeniu „to co robiłam dziś rano”. Wyjście na niewłaściwą stronę parkingu (…) rozmowa z kimś, czyja siostra, jak się okazało, była jej znajomą w latach siedemdziesiątych, w oczach mojej matki kwalifikuje się jako pełnoprawna przygoda.” (Gaiman, 2015, s. 122)

Bohater opowiadania przeglądając stare rzeczy ojca, natrafia na mały posążek i pyta o niego matkę. Ta natomiast z pełną powagą opowiada historię, jak ojciec był w niemieckim wojsku i w Kazachstanie spotkał Azteków, którym zabrał ten posążek, uciekając przed goniącymi go pterodaktylami. To zdarzenie  spowodowało, że musiał się ukrywać wraz z nią przed ludźmi-wilkołakami, dla których posążek był ważny, ponieważ przedstawiał ich księżniczkę (ibidem, s. 123-125).

Tak w dużym skrócie przedstawiła tę historię matka, która przekonana co do faktyczności zdarzeń, zorientowała się w pewnym momencie, że zdradza zbyt dużo tajemnic rodzinnych. Ciekawe jest to, że wydawała się nie przykładać wagi do znaczenia treści opowiedzianych wydarzeń. Tak jakby chciała umniejszyć znaczenie przeżyć ojca oraz tego, jaki wpływ tamte wydarzenia miały na jej relacje z nim.

Pod koniec opowiadania matka wyrzuca posążek, żeby syn już nie wracał do przeszłości ojca. Jednocześnie wraca do „zwykłej” codzienności opowiadając:  „Nigdy nie zgadniesz, kogo spotkałem tydzień temu. Twoją dawną nauczycielkę. Pamiętasz panią Brooks? Wpadłam na nią w Safewayu. Poszłyśmy razem na kawę do księgarni (…)” (ibidem, s. 126). Podkreśla tą wypowiedzią pewną niepisaną umowę, którą zapewne wiele osób kojarzy. Czyli udajemy, że wydarzenie czy jakieś przeżycie nie ma znaczenia i wracamy do „normalnego”, „poważnego” życia.

Spłycanie znaczenia

Jeżeli potraktujemy treść owej historii ojca nie jako rodzaj nierealnej fantastyki, ale jako pewnej rodzinnej historii, która odsłania głębsze znaczenie lub naświetla ukryte fakty co do członków rodziny i ich relacji to możemy zauważyć ciekawy mechanizm zastosowany przez matkę bohatera opowiadania – nazwijmy go „spłyceniem znaczenia”. Po przeczytaniu tego opowiadania pojawiła mi się taka refleksja, że matka wypiera emocje związane z przeszłością, boi się z nimi konfrontować i je zaakceptować. Wychodzi to na jaw dopiero dzięki działaniom syna. Matka umniejsza wartość i znaczenie wspomnień, ubiera je w formę mało istotnych zdarzeń (co pięknie podkreśla autor fantazyjnością historii). Neil Gaiman świetnie operuje formą, bo gdyby ojciec np. służył w SS lub zdradził matkę, sytuacja byłaby czytelniejsza, ale przez to zwyczajna. Opowiadanie to pokazuje jak człowiek „spłyca” wyjątkowość, świeżość i głębokość treści na rzecz normalnej, przyziemnej codzienności, którą nazywa „prawdziwym życiem”, „poważnymi sprawami” itp.

Często nie mamy świadomości lub nie zdajemy sobie sprawy, że nasze emocje, doświadczenia, reakcje ciała, sny, fantazje, chociaż wydają się na pierwszy rzut oka absurdalne, to niosą ze sobą treść tego kim naprawdę jesteśmy.  Freud, Jung oraz inni analitycy podkreślają, że działają też nieświadome mechanizmy w naszej psychice, które sprawnie namawiają nas do „spłycania znaczenia” w wielu sferach naszego życia, głównie po to, żeby człowiek się nie rozpadł. Natomiast nie podważają nigdy prawdziwości i ważności owych niesamowitych treści. Są to takie mechanizmy jak wyparcie, racjonalizacje, projekcje, czy przejęzyczenia.

Ogołocenie znaczeń według Junga

W podobny sposób spłycamy znaczenie snów. Trafnie pokazuje ten problem Carl Gustaw Jung: „Tworzone w snach obrazy są o wiele bardziej wyraziste i żywe niż odpowiadające im na jawie koncepcje oraz doświadczenia. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest fakt, że owe rodzące się w trakcie snu koncepcję mogą wyrazić swoje nieświadome znaczenie.  Utrzymujemy własne świadome myśli w granicach racjonalnych  stwierdzeń, które są zdecydowanie mniej barwne, ponieważ ogołociliśmy je z większości psychicznych skojarzeń” (Jung, 2018, str. 71 ).

Jak fantazyjnie i nie realnie brzmi np. ojciec „demon” znęcający się na swoją rodziną? Matka „duch” w bezsilności emocjonalnie odtrącająca niechciane dziecko. Żona „dobra królowa” trwająca w związku bez miłości z powodu lęku przed odrzuceniem. Mężczyzna „upadły rycerz” tracący godność w pracy oszukując klientów dla dobra rodziny, bo trzeba przecież jakoś ich utrzymać. Czy to nie brzmi jak bajka, że każdy z nas ma w sobie taką część osobowości zdolną do kradzieży, poniżania, zdrady, a nawet zabijania? Spłycanie znaczenia takich faktów naszego istnienia uniemożliwia nam konfrontację z prawdą o nas i co najgorsze prowadzi do urzeczywistnienia tych fantazyjnych scenariuszy. Ktoś może powiedzieć, że każdy człowiek jest inny i łatwo rozróżnić poważne problemy od niepotrzebnych wymysłów.

Jak twierdzi Jung: „Można chcieć odrzucić takie różnice jako nadmiarowe, lub jako niepotrzebne niuanse znaczeniowe, które niewiele mają wspólnego z codziennymi potrzebami. Ale sam fakt, że one istnieją, wskazuje na to, iż nawet najbardziej racjonalne treści świadomości otacza półcień niepewności. Nawet najtroskliwiej zdefiniowana koncepcja filozoficzna bądź matematyczna, co do której mamy pewność, że nie zawiera więcej ponad to, co zawiera – i tak jest czymś więcej, niż zakładamy. Jest to zdarzenie psychiczne z istoty częściowo niepoznawalne. Same liczby, z których korzystasz podczas liczenia, są czymś więcej, niż uważasz – są jednocześnie elementami mitologicznymi (…). Z pewnością nie masz świadomości tego, kiedy używasz liczb wyłącznie praktycznie” (ibidem).

To głupie bo się boję

W sytuacji, gdy czujemy niewyjaśniony przymus opowiedzenia komuś snu i zaczynamy od: „miałem taki dziwny sen”, albo kiedy racjonalizujemy i czujemy w środku dyskomfort, jak mówimy „to nie ważne”, „to głupie”, „to bez znaczenia” warto się zatrzymać, zdobyć się na szczerość wobec siebie i sprawdzić co naprawdę czujemy, co się dzieje z moim ciałem lub o czym naprawdę myślę. Nie spłycajmy naszego życia z lęku przed samym sobą.

  • Jung C.G. (2018). Człowiek i jego symbole, tłum. R. Palusiński, Wydawnictwo KOS, Katowice
  • Gaiman N. (2015). Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne, tłum. P. Braiter, Wydawnictwo MAG, Warszawa

Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej, to zapraszam do zapoznania się z innymi wpisami na BLOGU. Możesz też zapytać mnie osobiście w sekcji KONTAKT. Zachęcam też do zostawienia komentarza pod spodem wpisu.

Podobne treści

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *