Działanie i wysiłek wbrew sobie – Krishnamurti i Lowen

O tym, że nie trzeba nic robić, żeby być, żeby żyć i mieć do tego energię

Często słyszę takie zdania, u siebie i u innych: „Muszę coś robić, żeby być kimś”, „Nie mogę tak bezczynnie siedzieć, jak inni robią”, „Muszę coś zrobić, żeby poczuć się lepiej”, „Co zrobić żeby, życie miało senes?”, „Jak ciężko muszę pracować, żeby spokojnie żyć?”. Aleksander Lowen zważył, że w naszej kulturze ciągłe starania w kierunku stawania się kimś, chęć posiadania, złudne szukanie stabilizacji, ciągła walka z przeciwnościami mają duży wpływ na fizjologiczny układ naszego ciała. Szczególnie na usztywnianie pewnych jego części. To trochę jak napięcie z ciągłej gotowości do walki w sytuacji, gdy nie trzeba walczyć.

„Człowiek może być kimś właśnie dlatego, że posiada wolę. Posiadanie woli i bycie upartym to jednak dwie różne rzeczy. Sztywnienie w sytuacji kryzysowej jest czymś zupełnie innym niż bycie sztywnym przez cały czas. Cenimy jednak sztywność w naszej kulturze, ponieważ daje ona siłę napędową. Mówiąc ogólnie jesteśmy ludźmi z napędem. Uważamy, że to wielka sprawa coś osiągnąć, odnieść sukces, kogoś pokonać lub coś przezwyciężyć, i nie zdajemy sobie sprawy, że nie ma w życiu nic do przezwyciężenia poza strachem przed samym życiem. Im bardziej się boimy, tym bardziej stajemy się sztywni”

(Lowen, 2020, s. 168)

Idąc za myślą Lowena, można poczuć ulgę. Po pierwsze to potrzebujemy, nie przymusu a woli, czyli „chcę być”, a nie „muszę być”.  Często powtarzane: „możesz być kim zechcesz” to prawda. Jeżeli uważamy, że: „łatwo powiedzieć, ale w życiu tak nie ma”, to jesteśmy nadal w kategorii „muszę”, a nie „chcę”. Na starcie się poddajemy. Sztywniejemy w ciele i przekonaniach. Po drugie, to lęk nas usztywnia i powoduje, że mamy przekonanie, że trzeba cały czas o coś walczyć albo z kimś. Jedyne czego się boimy tak naprawdę to samo życie. Prawo do życia mamy od zawsze i na zawsze. Nic więcej nie trzeba.

Lęk przed życiem – sygnały z ciała

Jeżeli przyjrzymy się swoim działaniom, decyzjom i pragnieniom zobaczymy, że większość z nich wynika właśnie z tego lęku. Lęku przed samym życiem. Oznacza to, że możemy uwolnić się lub chociaż zdystansować od wielu wyczerpujących i stresujących elementów naszego życia. Ponieważ tracą siłę napędową, stają się niepotrzebne. Sztywność i napięcie w naszym ciele jest swoistym alarmem, że warto się przyjrzeć sobie. Posprawdzać, w jakim stopniu to jak funkcjonujemy, krzywdzi nas samych.

„Jeżeli się nie wyciszymy, wówczas nie możemy nagromadzić energii potrzebnej, by sprostać stresom współczesnego życia. A po to żeby się wyciszyć, musimy w pełni zamieszkać w swoim ciele. Im bardziej nam się to uda, tym mniej będziemy polegać wyłącznie na swoim świadomym „ja”. Jak to ujmuje podstawowa zasada bioenergetyki, człowiek traci kontakt z każdą częścią ciała, w której istnieje chroniczne napięcie mięśniowe. (…) Ciało staje się zaledwie aparatem do przenoszenia głowy i do wykonywania jej myśli. W takiej osobie jest bardzo mało życia, a także niewiele duchowości” 

(Lowen, 2020, s. 194)

Dlatego warto słuchać sygnałów z ciała, przyglądać im się, nie lekceważyć ich. Są to najczęściej bóle, napięcia mięśniowe i zatrzymywanie oddechu. Problem polega na tym, że samo przyglądanie się, sprawdzanie jest też działaniem. Dlatego tak wiele osób „odbija się” od jednej sprzeczności w drugą. Na przykład czuje, że moja praca, relacje z rodziną są problemem, więc idę w działanie. Chodzę na jogę, żeby zdystansować się od pracy i wprowadzam zdrowe odżywianie w diecie, żeby „uzdrowić” relacje z rodziną. Czyli nadal tkwię w tym samym i dodaje sobie działań i aktywności. W takiej sytuacji stres i napięcie rośnie. Mówię sobie: „ale przecież tyle robie i nic się nie zmienia”.

Jak robić, żeby nie robić

Chodzi o to, żeby nie robić, nie działać, a odpuścić, wyciszyć się nie tracąc przy tym uwagi na to, co się dzieje. Nie chodzi tu też o uciekanie od życia, czym jest zrzucanie odpowiedzialności na czynniki zewnętrzne takie jak np. gospodarka, źli rodzice, gorsza część świata czy pech. Uciekanie też jest działaniem i „szarpaniem się”, to też utrata energii.

Innym nie działającym podejściem jest wymuszone „zatrzymywanie się”, które polega na tym, że pod przykrywką medytacji odetniemy się od świata i od siebie. Jest to kolejna wersja ucieczki, która znowu wymaga działania, wysiłku, czy nawet przymusu. Tworzymy wtedy cele i plany oraz ogrom działań, żeby prowadzić na przykład tzw. slow life lub korzystać z wywalczonego w bólu i odhaczonego w terminarzu wielu zajęć, czasu na medytację.

Jiddu Krishnamurti trafnie opisuje problem niepotrzebnych i utrudniających nam życie działań:

„Przez wewnętrzne lub zewnętrzne działania nasze małe „ja” wciąż się stara wzbogacić, urosnąć, nazywając to zbieraniem doświadczeń, lub też inne nadając temu imiona, zależnie od chwilowej potrzeby lub upodobania. „Ja” nie znosi anonimowości, nie chce jej nigdy przyjąć; może przywdziać nową szatę, przybrać nowe imię, ale podstawą jego istnienia jest zawsze poczucie tożsamości. Proces ciągłego utożsamiania się, któremu ulegamy wszyscy – przeszkadza w zdawaniu sobie sprawy (awareness) z naszej właściwej natury”

(Krishnamurti, 1970, s. 62)

Kim jestem – jak działam?

W takiej sytuacji trudno człowiekowi odkryć kim jest. W ciągłym natłoku działań i wysiłku warto zobaczyć i poczuć siebie. To, czego potrzebujemy i kim jesteśmy, znajduje się w środku nie na zewnątrz. Dostrzeżemy to, pozbywając się porównywania, oceniania, kategoryzowania, udowadniania, wywyższania, poniżania i wielu, wielu innych niepotrzebnych i raniących nas samych – działań.

„Ten, wciąż narastający proces utożsamiania się rozbudowuje i utrwala nasze „ja” – a dzieje się to zarówno wówczas gdy coś popieramy, podtrzymujemy, jak i wtedy gdy czemuś się przeciwstawiamy; a takie działanie ogranicza nas i zamyka, nieraz nawet szerokim ale zawsze nieprzekraczalnym kręgiem. Każdy wysiłek naszego „ja” aby czymś być, a czymś innym nie być, jest oddalaniem się od tego, czym ono w istocie jest. Czymże jest to „ja” jeśli mu odebrać imię, poczucie własności, cechy, zamiłowania i antypatie, czymże ono jest? Czy po odebraniu tych wszystkich właściwości „ja” w ogóle by istniało? To strach naszego „ja” przed własną nicością rzuca nas w ciągłe działanie; ale w istocie nasze „ja” jest niczym, jest pustką”

(Krishnamurti, 1970, s. 62)

O problemie „pustki” powiem w innym razem. Natomiast warto zwrócić uwagę, że ta nasza ciągła potrzeba działania i utożsamiania się z czymś fałszywym, co wydaje się być lepsze od nas, jest lękiem przed zobaczeniem prawdziwego siebie.

„Co się dzieje z twoim umysłem, kiedy nie usiłujesz być czymś innym, niż jesteś? Przestaje on tworzyć przeciwieństwa i zyskuje wysoka inteligencję, wrażliwość, zdolność do przeżywania wielkiego zaangażowania, ponieważ wysiłek jest rozproszeniem zaangażowania – zaangażowania będącego energią witalną – bez którego niczego nie zdziałamy.Jeśli nie porównujesz się  z innym, jesteś tym, czym jesteś”

(Krishnamurti, 2019, s. 69)

Konkluzja

Jeżeli będziesz w szczerym kontakcie ze sobą, ze swoim ciałem i emocjami, to i tak zrobisz to, co potrzebujesz, co chcesz. Oczywiście będzie to wymagało zaangażowania, ale jest to zupełnie inny rodzaj wysiłku, który spontanicznie wychodzi z Ciebie. To jest to słynne pójście za głosem serca, w zgodzie z sobą, z wyciszonym natłokiem myśli. Przeciwieństwem jest to, co dobrze znamy, czyli zewnętrzne narzucanie motywacji typu: „muszę działać, robić, pędzić, gonić, walczyć”. Jeżeli to co robisz, jest efektem całego Ciebie, tego kim jesteś – prawdziwego Ciebie, to jest duża szansa, że lęk i napięcie się zmniejszą, a Twoja efektywność i jakość tego co czynisz będzie bardzo duża.

  • Krishanmurti J. (1970). Uwagi o życiu, tłum. W. Dynowska, Biblioteka Polsko – Indyjska, Bombaj
  • Krishanmurti J.  (2019). Wolność od znanego, Wydawnictwo Centrum, Gdynia
  • Lowen A. (2020). Duchowość ciała, tłum. S. Sikora, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa

Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej, to zapraszam do zapoznania się z innymi wpisami na BLOGU. Możesz też zapytać mnie osobiście w sekcji KONTAKT. Zachęcam też do zostawienia komentarza pod spodem wpisu.

Podobne treści

2 komentarze

  1. Dziękuję za ten artykuł.
    Łapię się często na działaniach (także tych z gatunku „spowalniających”), które mają nadać znaczenie i napęd do życia poza nimi. Nawet do chwil wyciszających, autoterapeutycznych mogą się podpiąć cele, ciężar, „ nie-wola”, ograniczenia, potrzeba określenia…

    1. Rozumiem. Oczywiście nasze myśli z natury nie lubią, kiedy ich nie wpuszczamy i wciąż jak to Pani ładnie ujęła „podpinają się” rozpraszające treści. Właśnie cele, plany, oceny, podziały i oczekiwania. Jednak wartościowe jest to, że już jesteśmy w stanie to zauważyć. Przyglądanie się temu też jest bardzo owocnym działaniem, bo obserwując — łapiemy dystans, odpuszczamy i zbieramy energię. Dziękuję za komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *