Kroniki arteterapeuty #1
Czy sztuka jest tylko ucieczką?
Straciłem wiarę w terapię. Straciłem wiarę w to, że jakakolwiek metoda poza autentyczną obecnością może pomóc drugiemu człowiekowi. Czy sztuka może dać taką obecność? Sama w sobie staje się tylko kolejną „ucieczką”, „używką” dającą możliwość chwilowego przykrycia bólu, konfliktu, czy cierpienia, które nosimy w sobie. Może czasami w relacji ze sztuką odczuwamy drobinki samych siebie i stajemy się na chwilę obecni. Jednak większość procesu twórczego niewiele różni się od innych sposobów oszukiwania samego siebie. Jedynie może się wydawać trochę bardziej szlachetny. Czym więc może być arteterapia – terapia przez sztukę? Czy może być tylko wspólną obecnością albo autentyczną relacją z obiektem sztuki lub procesem twórczym? Spróbuję to pytanie rozwinąć i zbadać w oparciu o przykłady i własne doświadczenia zawodowe.
Proces twórczy: spotkanie z samą sobą
Pamiętam jedną z uczestniczek warsztatów arteterapeutycznych, które prowadziłem dla rodzin osób z zaburzeniami psychicznymi. W czasie jednej z sesji miała narysować siebie – w dowolnej formie, w jakiej się postrzega. W efekcie stworzyła coś wyjątkowego. W rogu kartki, niemal wciśniętą w kąt, przedstawiła siebie jako małą, szarą postać. Resztę przestrzeni wypełniła kolorowym, niemal idyllicznym pejzażem: błękitne niebo, soczyste drzewa, kwiaty. Kiedy powiedziałem jej, że ta cała kartka reprezentuje ją, była wyraźnie zdziwiona. „Ale przecież ja jestem tylko tam, w kącie” – odparła. Wyjaśniłem, że ten piękny pejzaż to także ona – to, co nosi w sobie, nawet jeśli tego nie dostrzega na co dzień. Ta rozmowa była punktem zwrotnym. Kobieta zaczęła patrzeć na siebie nie tylko przez pryzmat swoich ograniczeń, ale także potencjału i wewnętrznego bogactwa, które wcześniej ignorowała. To doświadczenie pokazuje, że sztuka, nawet jeśli początkowo bywa narzędziem ucieczki, może odkryć przed nami coś więcej – pozwala zobaczyć siebie z nowej perspektywy.
Sztuka jako ucieczka czy jako narzędzie odkrywania?
Twórczość rzeczywiście może być formą ucieczki. Bywa, że uczestnicy moich zajęć zaczynają od traktowania jej jako bezpiecznego schronienia – miejsca, w którym nie muszą konfrontować się z trudnymi emocjami czy wyzwaniami. Jednak proces arteterapeutyczny ma to do siebie, że nawet jeśli zaczyna się od unikania, prowadzi do konfrontacji.
Czym różni się proces twórczy od innych form ucieczki, takich jak zatapianie się w mediach społecznościowych czy kompulsywne sięganie po seriale? Sztuka wymaga zaangażowania – zarówno emocjonalnego, jak i poznawczego. Nie da się tworzyć bez choćby minimalnego kontaktu z samym sobą. Nawet jeśli początkowo proces wydaje się powierzchowny, z czasem otwiera drzwi do głębszych warstw naszej psychiki.
Intencja jako fundament procesu twórczego
W arteterapii zawsze zwracam uwagę na intencję, z jaką uczestnicy podchodzą do swoich działań. Czy celem jest chwilowe oderwanie się od trudnych myśli, czy może próba ich zrozumienia? Intencja determinuje to, jak twórczość wpływa na człowieka. W sytuacjach, gdy uczestnicy pozwalają sobie na autentyczną obecność – zarówno w relacji z własnym dziełem, jak i ze sobą – sztuka przestaje być tylko ucieczką. Staje się narzędziem głębokiej samoświadomości.
Jiddu Krishnamurti, znany filozof i pedagog, podkreślał znaczenie obserwacji siebie bez oceniania i interpretacji. Według niego prawdziwe zrozumienie siebie zaczyna się od pełnej uważności – zdolności patrzenia na swoje myśli, emocje i działania w sposób neutralny, bez potrzeby zmiany ich na siłę. Podobne podejście można zauważyć w arteterapii – proces twórczy, jeśli jest przeżywany świadomie, daje przestrzeń do obserwacji siebie w działaniu, co pozwala na dotarcie do głębszych emocji i prawd o sobie.
Psychologia C. G. Junga, na której opieram niektóre z moich warsztatów, zwraca uwagę na znaczenie symboliki w sztuce. Tworzenie pomaga odkrywać archetypowe obrazy, które są wyrazem naszej nieświadomości. To właśnie te obrazy pozwalają nam dotrzeć do emocji, których często nie umiemy wyrazić słowami.
Sztuka jako droga do transformacji
Twórczość różni się od innych mechanizmów unikania tym, że nawet jeśli na początku służy „przykrywaniu” trudnych emocji, to w odpowiednim kontekście zaczyna odkrywać prawdę o nas samych. Proces twórczy działa jak lustro – odbija nie tylko to, co widzimy na powierzchni, ale także to, co ukryte w głębi.
Doświadczyłem tego wielokrotnie, pracując z osobami cierpiącymi na zaburzenia psychiczne. Ich dzieła często zaczynały się od chaosu lub formy ucieczki, ale kończyły jako wyraz ich wewnętrznej prawdy. Dla niektórych była to droga do akceptacji siebie, dla innych – pierwszy krok do zdrowienia.
Podsumowanie: sztuka – ucieczka czy odkrycie?
Sztuka jest zarówno ucieczką, jak i możliwością odkrycia. To, czym się stanie, zależy od tego, jak ją wykorzystamy. W arteterapii nie chodzi o stworzenie „pięknego” dzieła, ale o autentyczny proces – czasem bolesny, czasem pełen odkryć. Kluczem jest obecność – zarówno terapeuty, jak i twórcy.
A Ty? Czy kiedykolwiek spojrzałeś na swoje działania twórcze jak na lustro własnych emocji? Co zobaczyłeś? Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu.
Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej, to zapraszam do zapoznania się z innymi wpisami o arteterapii:
TERAPIA PRZEZ SZTUKĘ – DWIE DROGI
MOJA MUZYKOTERAPIA – SŁUCHANIE I GRANIE MUZYKI
Możesz też zapytać mnie osobiście w sekcji KONTAKT. Zachęcam też do zostawienia komentarza pod spodem wpisu.
Do następnego spotkania.

Zachęcam do wsparcia moich działań – pod postacią filiżanki kawy.
Dziękuję za każde wsparcie!🙏
