Moja muzykoterapia – słuchanie i granie muzyki

O tym jak muzyka leczy. O muzyce bez granic.

Czy czuliście kiedyś ogień, który wypala Was od środka? Dręczy jak najgorszy nałóg? Bezustannie rozpala do działania? Odpowiedź jest zapewne twierdząca. Ciekawe jest to, że prawdopodobnie w tym momencie czujecie ten „ogień”. Jednak zazwyczaj jest schowany, wyparty gdzieś do nieświadomości. Albo jest zamrożony przez lęk, bezsilność czy zmęczenie. W najgorszej sytuacji został zracjonalizowany i schowany do klatki o nazwie „bez sensu”, „niepotrzebne”, „głupie” lub „nie wolno”. Przywitajmy się z tym ogniem. Ten ogień to życie.

Dźwięk płomienia

Zatem kiedy czujesz, że żyjesz? Ja czuję ten ogień, tę świeżość, tę ekscytację, a jednocześnie spokój, kiedy gram muzykę, lub słyszę muzykę. Chciałbym tu opowiedzieć, jak dzięki terapii przez sztukę można rozpalać ten ogień wspólnie. Przez ponad dwadzieścia lat grania, słuchania, tworzenia i dzielenia się muzyką, a także wykorzystywania muzyki w terapii, doświadczyłem jak ogromną wartość ma ta dziedzina sztuki.

Muzykoterapia, jaką stosuję w swojej pracy terapeutycznej „jest rodzajem arteterapii. Jest ona wykorzystywana w leczeniu oraz rehabilitacji i realizowana w trzech formach: receptywnej, aktywnej oraz integracyjnej, która łączy muzykoterapię aktywną oraz receptywną, dodając także inne dziedziny sztuki, np. malarstwo” (Szajda, 2016, s. 142). Powyższa definicja trafnie oddaje to, w jaki sposób stosuję muzykoterapie w pracy z osobami z zaburzeniami psychicznymi. Korzystam z wszystkich trzech form w różnych konfiguracjach.

Mam to szczęście, że jako muzyk, plastyk miłośnik literatury i arteterapeuta mogę świadomie łączyć i wykorzystywać różne dziedziny sztuki. Jak podkreśla Krzysztof Stachyra: „Nie bez powodu też muzyka jest bliska poezji i malarstwu i tak jak one polisemantyczna. Każdy z nas słuchając muzyki – tak naprawdę słyszy coś innego, oglądając obraz – widzi co innego, a czytając poezję – rozumie co innego… Bo pojmujemy te sztuki przez pryzmat własnego doświadczenia. Muzyka, dzieło powstałe w procesie twórczym, z punktu widzenia terapii nie jest produktem skończonym, a elementem dalszego poznania, do uświadamiania sobie własnego wnętrza” (Stachyra, 2014, s. 62).

Słuchanie, odbieranie muzyki

Receptywną formę muzykoterapii z domieszką aktywnej, wykorzystuje podczas  grupowych zajęć. Polegają one na tym, że podopieczni przy mojej terapeutycznej  obecności, dzielą się muzyką, którą słuchają, kochają, która jest dla nich ważna na ten moment lub była ważna w przeszłości. Ma to dla nich ogromne znaczenie i podchodzą to tego bardzo poważnie. Możliwość wybrania  muzyki, wspólne wysłuchanie i późniejsze dzielenie się refleksjami przy aktywnym udziale arteterapeuty tworzy przestrzeń do głębszych przeżyć. Takich jak podniesienie samooceny i własnej wartości, samopoznanie poprzez wgląd w swoje emocje, rozwijanie refleksyjności, a także empatii. Miałem możliwość wieloletniej pracy z otwartą grupą kilkudziesięciu osób. Okazało się, że prawie każda osoba z drobnymi wyjątkami, traktuje muzykę jako ważny element jej życia i często reaguje emocjonalnie na muzykę.

Stworzenie warunków gdzie w bezpieczny, niewerbalny sposób przy terapeutycznej  obecności można się dzielić tym, co lubimy, w relacji z innymi ludźmi wymaga autentycznego zaangażowania i otwarcia na drugiego człowieka. Z moich doświadczeń wynika jasno, że ludzie cierpiący z powodu choroby psychicznej z chęcią korzystają z takiej okazji.

Granie, doświadczanie muzyki

Aktywną formę muzykoterapii stosuję w terapii indywidualnej z podopiecznym. Spotkanie ma różne formy. Takie jak: nauka gry na instrumencie, wspólne granie i śpiewanie, czy sam kontakt z instrumentem. To niesamowite, kiedy ktoś przepełniony chronicznym  lękiem, wyśpiewuje lub wygrywa z całych sił to, co ma w środku i odsłania swoją ukrytą część osobowości, o której sam już nie pamięta. Przez chwilę czuje, że ona tam gdzieś głęboko jest i żyje. Często też byłem świadkiem jak sam kontakt z instrumentem, np. z pianinem, czy gitarą pomaga odnaleźć i zredukować napięcia w ciele. Pomaga poczuć rytm i przyjemne wibracje muzyki przepuszczone przez ciało. To już dużo w sytuacji, gdy emocje są pomrożone i człowiek nie ma do nich łatwego dostępu.

Obie stosowane przeze mnie formy muzykoterapii dają pozytywne efekty. Zarówno granie, jak i słuchanie muzyki ma bardzo duże znaczenie dla osób chorujących psychicznie. Szczególnie przy wyrażaniu uczuć, poznawaniu samego siebie, lepszym odbieraniu sygnałów z ciała, zwiększeniu samooceny.

Klient-muzyka-terapeuta

Jednak najważniejsze jest to, że dzięki muzyce tworzy się relacja miedzy artetrapeutą a podopiecznym. Co w przypadku osób z zaburzeniami psychicznymi jest czasem jedyną formą autentycznego i szczerego kontaktu z drugim człowiekiem. Zgadzam się z tym, co twierdzi Krzysztof Stachyra: „Każda terapia to proces, w przeciwieństwie do uzdrawiania czy cudu. Także muzykoterapia jest systematycznym procesem, nie zaś serią przypadkowych zdarzeń, których wyniki są jedynie zbiegiem okoliczności. Proces terapeutyczny bazuje na relacji: klient – muzyka – terapeuta” (Stachyra, 2014, s. 28). Podobnie uważają inni badacze terapii przez sztukę: „najważniejszą rzeczą dla powodzenia terapii jest pełna psychiczna, duchowa i fizyczna obecność terapeuty oraz zaangażowanie w to, co dzieje się w danym momencie spotkania. W arteterapii mamy do czynienia jednak z czymś więcej, z relacją trójelementową, która powstaje w toku procesu budowania porozumienia, komunikacji pomiędzy terapeutą, pacjentem i dziełem” (Stańko, Staroń, 2009, s. 31).

Tłumem na muzykoterapię

Moje ponad dwunastoletnie doświadczenie prowadzenia muzykoterapii z osobami cierpiącymi z powodu zaburzeń psychicznych potwierdza, że „muzykoterapia wykorzystywana jest w psychiatrii jako czynnik resocjalizujący, pozwalający pacjentom na szybsze nawiązanie kontaktów ze sobą, na uzewnętrznianie swoich emocji. Działanie terapeutyczne muzyki wpływa korygująco na postrzeganie rzeczywistości przez osoby chorujące na schizofrenię, działa aktywizująco, wpływa na emocje” (Szajda, 2016, s. 145). Nie oznacza to, że tylko taki uczestnik terapii przez sztukę może skorzystać z leczniczego działania muzyki. Ponieważ „[…] muzykoterapii nie stosuje się jedynie w leczeniu ludzi chorych czy niepełnosprawnych. Znajduje ona również swoje miejsce w pracy z osobami, które poszukują drogi do eksploracji własnych zasobów, pogłębienia wiedzy na temat samych siebie oraz poprawy samopoczucia i jakości życia” (Stachyra, 2014, s. 29).

Znam wielu profesjonalnych muzyków, którzy spontanicznie i naturalnie korzystają z takiego sposobu, nazwijmy to autoterapii. Tworzenie i granie muzyki, świadome słuchanie muzyki, pomaga im znaleźć jakiś głębszy sens w tzw. codziennym życiu, które jak często słyszę „trzeba jakoś ogarnąć”. Z moich obserwacji wynika, że muzyka daje im taki „oddech” od innych działań, odpoczynek, poczucie, że robią coś sensownego i ważnego dla siebie.

Idąc dalej, tak naprawdę każdy człowiek może korzystać z terapeutycznej „mocy” muzyki. Zapewne często dzieje się to nieświadomie. Muzykoterapia nie musi być metodą stosowaną tylko dla osób, które kochają muzykę, grają czy słuchają. Według badań: „Reakcje na muzykę występują niezależnie od poziomu wykształcenia muzycznego człowieka, niezależnie od jego wieku, płci czy wykonywanego zawodu” (Szajda, 2016, s. 148). Można zatem korzystać, z takiego sposobu leczenia psychicznego stanu w sposób spontaniczny lub skorzystać z pomocy arteterapeuty.

„Dzięki swoim niezwykłym właściwościom muzyka może być wspaniałym i silnym narzędziem terapeutycznym. Jej siła tkwi w elastyczności, polisemantyczności, mnogości stylów i gatunków. Może docierać do człowieka bez konieczności angażowania jego uwagi, pasywnie; może też być kreowana, być wynikiem przeżyć zachodzących w trakcie sesji i w życiu pacjenta. Na muzykę reagują wszyscy – wykształceni muzycy i ludzie bez talentu muzycznego, dzieci i osoby w podeszłym wieku, zdrowi i chorzy. Można cieszyć się nią samemu dzielić się nią z innymi”

Stachyra, 2014, s. 62

Niegasnący dźwięk

Jeżeli czujemy, że muzyka coś w nas rozbudza, jest dla nas ważna, warto rozwijać to w sobie. Dzięki temu słuchanie i granie muzyki, szczególnie przy wsparciu arteterapeuty może być zdrową i skuteczną alternatywą dla uciekania. Uciekania od życia, od siebie samego. Szukania ratunku od cierpienia w zewnętrznych, prostych i krzywdzących nas samych sposobach. Takich jak leki, używki, porady, porównania, czy wymuszone na sobie aktywności. Muzykoterapia może być narzędziem, które działa od wewnątrz i daje wsparcie w cierpieniu.

  • Stachyra K. „Muzyka jak element procesu terapii” w Stachyra K. (red.), Podstawy muzykoterapii, Lublin, Wydawnictwo UMCS, 2014, s. 61-83
  • Stachyra K. „Definiowanie i klasyfikacja muzykoterapii” w Stachyra K. (red.), Podstawy muzykoterapii, Lublin, Wydawnictwo UMCS, 2014, s. 27-45
  • Stańko M., Staroń S., Jak działa arteterapia? – skuteczność, mechanizmy, narzędzia, „Terapia przez sztukę”, 2009, nr 1 (01), s. 28-32
  • Szajda M., Wartość muzyki jako metody terapeutycznej, „Zarządzanie i edukacja”, 2016, nr 105, s. 137-154

Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej, to zapraszam do zapoznania się z innymi wpisami na BLOGU. Możesz też zapytać mnie osobiście w sekcji KONTAKT. Zachęcam też do zostawienia komentarza pod spodem wpisu.

Podobne treści

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *